Dzielnicowy w lśniącej zbroi - Dzielnicowy z pasją - Dzielnicowy bliżej nas

Dzielnicowy z pasją

Dzielnicowy w lśniącej zbroi

Mł. asp. Rajmund Strzałka jest dzielnicowym z 10 – letnim stażem służby. Pracuje w Komisariacie Policji Warszawa Wilanów, z którym jest związany od początku swojej służby w Policji. Lubi swoją pracę, w której większość czasu przeznacza na spotkania ze społeczeństwem. W natłoku codziennego życia służbowego i prywatnego znajduje jeszcze czas na nietypowe hobby.

Myśl o wstąpieniu do Policji nie zawsze towarzyszyła mł. asp. Rajmundowi Strzałce. Dopiero po maturze zaczął tę opcję rozważać na poważnie. Czuł, że do wojska nie za bardzo pasuje, a chciał być fair i odrobić służbę wojskową. Uważam, że każdy mężczyzna powinien przejść w swoim życiu pewną dyscyplinę, która pomogłaby w ukształtowaniu go jako dojrzałego i odpowiedzialnego człowieka – mówi policjant.

Wstąpienie do Policji okazało się być dobrym rozwiązaniem. Tym bardziej, że współczynnik pomocy potrzebującym już od dzieciństwa miał zawsze bardzo wysoki i chętnie wyciągał pomocną dłoń. Pracując w Policji, już od 10 lat, może się tym wykazywać na co dzień.

Rajmund Strzałka, pracując w rejonie, ma bardzo szeroki zakres zadań i obowiązków, a aby być dobrym dzielnicowym musi dobrze znać jego specyfikę, z czym nie ma większego problemu. Pomaga to przy ustalaniu świadków, sprawców przestępstwa czy np. ich miejsca pobytu. Jako funkcjonariusz pełniący służbę w swoim rejonie musi znać teren, prawie, jak własną kieszeń, aby w razie potrzeby udzielić pomocy osobom poszkodowanym. A pomoc ma tu szerokie znaczenie, policjant służy zarówno pomocą prawną, psychologiczną, jak i doraźną, zanim np. zjawi się karetka pogotowia.

Zatem, jak w natłoku codziennego życia służbowego i prywatnego znaleźć jeszcze czas na nietypowe hobby? Otóż da się i mł. asp. Rajmund Strzałka jest tego bardzo dobrym przykładem. Osobiście uważam, że rycerstwo wiąże się z Policją.
W tej instytucji mundurowej nieraz trzeba nieść pomoc, wykazać się odwagą, odpowiedzialnością, szlachetnością i cierpliwością. Zupełnie, jak w rycerstwie. I takimi właśnie wartościami kieruję się również w życiu prywatnym – mówi.

Już od czasów gimnazjum fascynowała go epoka średniowiecza. Był nią zaintrygowany przede wszystkim ze względu na różnice w dziejach. Można rzec, że wszystko, co dotyczyło tamtej epoki pociągało go. Od obyczajowości, poprzez stroje, aż do wydarzeń historycznych. Mam czasem takie chwile, że chciałbym się przenieść do rycerskich czasów i po prostu żyć w nich – mówi Rajmund Strzałka.

Już jako mały chłopiec marzył, aby wstąpić do bractwa rycerskiego, ale przez jakiś czas pozostawało to poza jego zasięgiem, przede wszystkim ze względów finansowych. Taka „zabawa” jest dość kosztowna, a mówimy tu o kwotach dochodzących nawet do 7 tysięcy złotych i więcej. I to tylko za samą zbroję (opancerzenie na korpus, głowę, nogi i ręce oraz kolczuga), na której się nie oszczędza, jeśli ktoś chce wrócić do domu z turnieju rycerskiego w jednym kawałku.

Równie ważne jest też to, co rycerz ma pod zbroją. Stalowe części, które przyjmują pierwszy cios, chronią ciało przed zranieniem, ale to przeszywanica wykonana z warstwy grubego i mocnego materiału bawełnianego stanowi uzupełnienie uzbrojenia ochronnego, zapewniając amortyzację ciosów i ochronę przed otarciami od zbroi.

Do całego uzbrojenia dochodzi jeszcze tarcza i co najmniej dwa miecze, na wypadek, gdyby jeden z nich podczas walki uległ uszkodzeniu. Wszystko to, co ma na sobie rycerz to ciężar między 30 a 50 kg. I pomyśleć, że z takim nadbagażem staje się w szranki z innym rycerzem, który również ma ze sobą tyle nadprogramowych kilogramów. Właśnie dlatego ktoś aspirujący na rycerza musi być przede wszystkim wytrzymały.

Mł. asp. Rajmund Strzałka od kilku lat jest członkiem bractwa rycerskiego o nazwie Chorągiew Zaciężna Trzy Miecze, które liczy sobie ok. 25 osób. Aby wstąpić do takiego bractwa, nie trzeba być pełnoletnim. Jeśli jednak chodzi o najmłodszych, musi być zgoda rodziców. Inaczej sprawa wygląda z turniejami rycerskimi. Aby w nich uczestniczyć, trzeba mieć ukończone 18 lat. Do bractwa może wstąpić każdy, bo dla wszystkich znajdzie się miejsce i rola. Rycerze będą się uczyć fechtunku, strzelania z łuku, damy dworu mogą się zajmować kobiecymi zajęciami, choć też nie jest powiedziane, że nie mogą szkolić się na rycerzy czy łuczników.

Chcąc zaciągnąć się do bractwa rycerskiego, trzeba odbyć rozmowę kwalifikacyjną. Wtedy dowódca określa, czy dana osoba nadaje się czy też nie. Rajmund Strzałka pomyślnie przeszedł taką rozmowę, a gdy został przyjęty i skompletował swoją zbroję, mógł rozpocząć szkolenie z fechtunku. Po jakimś czasie zaczął brać udział w turniejach rycerskich. Popularność turniejów w Polsce rośnie. W ciągu roku odbywa się ich ok. 15. Polacy bardzo chętnie pielęgnują pamięć historyczną. Na dodatek jest wsparcie finansowe tych inicjatyw ze strony instytucji publicznych, w tym władz danego miasta, w którym odbywa się turniej – mówi mł. asp. Rajmund Strzałka.

Turnieje rycerskie, to nic innego, jak odwzorowanie tamtych czasów, odtwarzanie obyczajów i realiów epoki średniowiecza. Rozłożone kramy i ludzie poprzebierani zgodnie z panującą wtedy modą, dają nam ciekawy obraz tego, jak było przed laty. Tu garncarze, tam kaletnicy, a dalej kowale i rzemieślnicy, wystawiający swoje wyroby na sprzedaż. Rozpalone paleniska, śpiewy, ucztowanie przy stołach i dopingowanie rycerzy podczas bohurt, gdy w szranki stają dwie drużyny, pokazując bardziej agresywną walkę. Albo, jak ktoś woli, spokojniejsze dyscypliny np. strzelanie z łuku, walka na kopie na koniach czy zwyczajnie jeden na jeden. Dookoła zawsze jest gwarno i wesoło. Chyba nic nie może się równać z klimatem oddanym przez tych wszystkich odtwórców średniowiecznego życia. To trzeba poczuć na własnej skórze, zagłębić się i wsiąknąć w ten, tak bardzo inny, niż dzisiejszy, świat – opowiada z fascynacją policjant.

Najlepiej wspomina turniej w Byczynie, w mieście, w którym ze środków pieniężnych z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego powstał drewniany, wczesnośredniowieczny rycerski gród, stając się ewenementem na skalę światową. Magii tego miejsca nie przekreślił nawet fakt, że policjant doznał tam poważnej kontuzji, która mogła przynieść tragiczne skutki. Na szczęście, jak na rycerza przystało, wyszedł ze wszystkiego obronną ręką, przezwyciężając przeciwności losu.
I choć wspomniana kontuzja sprawiła, że Rajmund Strzałka musiał pożegnać się na pewien czas z obowiązkami służbowymi, to i tak przełożeni pozytywnie podchodzą do jego nietypowej pasji. Zwłaszcza, że nigdy w żaden sposób nie ucierpiała na tym jego praca, gdyż zajmuje się rycerstwem po godzinach lub w czasie urlopu.

Ostatnio policjant sprzedał swoją starą zbroję, zostawiając jedynie strój cywilny z czasów średniowiecznych i sprzęt łuczniczy, ale już niebawem ma zamiar skompletować nowe opancerzenie, aby móc dalej kontynuować swoją pasję. Nie mogę się doczekać kolejnych turniejów i atmosfery tam panującej – przyznaje z uśmiechem.

Życzymy zatem Rajmundowi Strzałce, aby wszystkie jego plany powiodły się i żeby zawsze można było na nim polegać, jak na Zawiszy.

 

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Rajmunda Strzałki

 

KARINA POHOSKA